wtorek, 10 września 2013

Rozdział trzeci


Zupełnie nie wiem, co napisać. Rozdział trzeci z bardzo dużym opóźnieniem, ale jest. Enjoy ;)



Znalazła się w małym, owalnym pomieszczeniu. Ściany, wyłożone ciemną boazerią zdawały się jeszcze bardziej zmniejszać przestrzeń. Całe oświetlenie stanowiły jedynie promienie zachodzącego słońca, wpadające przez pojedyncze, wąskie okno. W pokoju nie można było znaleźć ani kawałka pustej ściany, wszędzie stały szafy. Mniejsze i większe, starsze, które wyglądały, jakby miały się rozpaść pod najlżejszym dotykiem i nowsze, wszystkie, bez wyjątku mieściły książki. W pokoju nie znajdowało się nic ponadto. Dosłownie. Gdziekolwiek by nie spojrzała, nie mogła dostrzec drzwi. Odkładając na później niepokojącą myśl o braku wyjścia, sięgnęła po oprawiony w skórę, gruby tom. Przekartkowała go, nie znajdując nic wartego zainteresowania. Kiedy wkładała go z powrotem na półkę, zauważyła ledwie widoczne wgłębienie w ścianie za regałem. Przesunęła go przy pomocy zaklęcia i jej oczom ukazały się niskie drzwiczki, które otworzyły się z lekkim oporem. Za nimi znajdowało się drugie pomieszczenie, niemalże identyczne, co to, które właśnie opuściła. Różnica polegała na tym, że zamiast książek, wszędzie widziała flakoniki zawierające wspomnienia. Po środku, na podwyższeniu, stała kamienna myślodsiewnia. Rozejrzała się uważnie po komnacie, zauważając że część buteleczek jest podpisana. Podeszła bliżej do jednego z regałów, wyciągając rękę po butelkę, oznaczoną nazwiskiem: Aleksander Black. Ostrożnie wlała srebrzysty płyn do myślodsiewni i pochyliła się nad nią. 


Przeniosła się do niezwykle dziwnego miejsca. Znajdowała się na środku niewielkiej doliny, otoczonej dość gęstym, ciemnym lasem. Na wzniesieniu, na prawo od niej, stała para. Raczej niska, ciemnowłosa kobieta zawzięcie gestykulowała, pokazując, coś czego Narcyza nie mogła dojrzeć. Mężczyzna obok niej, nie zwracał na towarzyszkę uwagi. Wpatrywał się nieobecnym wzrokiem w drzewa. Jasne włosy i brązowe oczy sprawiły, że od razu rozpoznała w nim brata. Wreszcie odsunęli się i Narcyza mogła zobaczyć to, co wcześniej wskazywała nieznana jej kobieta. Na marmurowym postumencie leżała młoda, zakrwawiona dziewczyna. Przybliżyła się, żeby posłuchać, o czy rozmawia jej brat, który zaczął najwyraźniej kłócić się z towarzyszką.

- Powinniśmy poczekać do następnej pełni. Jeszcze nie powiedziała nam wszystkiego.

-Brednie. – warknął Aleksander – Powiedziała wszystko, co musimy wiedzieć. Trzymasz ją przy życiu już wystarczając długo. Nie mamy tyle czasu.

-Jeden miesiąc nie zrobi różnicy.

-Już o tym dyskutowaliśmy. Nie będę tego dłużej słuchać. Dziewczyna zginie dzisiaj. – kobieta nie wydawała się przekonana, ale już nic więcej nie powiedziała.

Ku zdziwieniu Cissy, Aleksander zamiast różdżki wyciągnął zwykły nóż. Pochylił się nad ranną dziewczyną i zaczął nacinać jej skórę, równomiernie po obu stronach tułowia. Kiedy skończył, zajął się rękami i twarzą. Widok był odrażający. Następnie, gdy księżyc świecił dokładnie nad postumentem, jednym gładkim ruchem poderżnął jej gardło. Chwilę później widok, na który patrzyła Narcyza zaczął się rozmywać, a ona wróciła do małej komnaty.


Z westchnięciem oparła się o myślodsiewnię, próbując zrozumieć sytuację, którą przed momentem widziała. Nie mogła uwierzyć, że jej brat, który zawsze były taki czuły i łagodny, dokonał tego krwawego, rytualnego morderstwa. Żałowała, że nie dowiedziała się, co nim powodowało. Jej ponure rozmyślania przerwał stukot obcasów, który zbliżał się coraz bardziej. Musiała się stamtąd jak najszybciej wydostać. Próba teleportacji zakończyła się niepowodzeniem, co zresztą było wielce prawdopodobne. Pozostała jej tylko jedna możliwość, żeby tylko jej nadzieje okazały się słuszne. Sięgnęła po medalion dzięki, któremu się tam dostała i …


***


…upadła na posadzkę własnego salonu. Z nieznacznym skrzywieniem wstała z klęczek, jednocześnie rozmasowując obolałe kolana. Złoty medalion wsunęła do wewnętrznej kieszeni szaty. Podniosła wzrok, a jej oczom ukazał się widok rodem z najgorszego koszmaru. Naprzeciwko niej, opierając się nonszalancko o framugę stał śmierciożerca. Dobrze skrojona, czarna szata zdawała się wchłaniać całe światło znajdujące się w pokoju, którego wszakże, jedynym źródłem był częściowo skryty za chmurami księżyc. Szeroki kaptur rzucał głęboki cień na srebrna maskę, osłaniającą twarz. Lodowate oczy wpatrywały się w nią bacznie, sprawiając, że przechodziły ją dreszcze. Wzrok mężczyzny, przywodzący na myśl spojrzenie samej śmierci, spowodował, że zapragnęła odwrócić się i pobiec najdalej, jak to możliwe. Kurczowo zacisnęła palce na różdżce, starając się, nie wpaść w panikę. Draco. Jeżeli coś mu się stało… Nie, nie wolno jej tak myśleć. Teraz, bardziej niż kiedykolwiek musiała pozostać spokojna, w przeciwnym razie zginie, a do tego dopuścić nie mogła. W ostatniej chwili udało jej się zauważyć nieznaczny ruch różdżki, należącej do jej przeciwnika. 

- Drętwota – jej głos był żenująco słaby.

Niewerbalne zaklęcie, odbiło to wymówione przez nią, pozbawiając ją różdżki, która z trzaskiem upadła na drugim końcu pomieszczenia. Była bezbronna , całkowicie. Serce biło jej szybko, miała wrażenie, że za chwilę wyskoczy jej z piersi. W przypływie strachu, zaczęła się cofać. Jej ruch sprawił, że zaczął się do niej przybliżać, powoli zmniejszając dzielącą ich odległość. Gwałtownie uderzyła plecami w ścianę, po której zaczęła rozpaczliwie wodzić palcami w poszukiwaniu szczeliny lub nierówności, która oznaczałaby obecność ukrytych drzwi. Pamiętała, że powinny znajdować się gdzieś obok niej. Wreszcie wymacała, to czego tak rozpaczliwie szukała. W momencie, gdy już miała uruchomić mechanizm, otwierający drzwi, jej policzek owionął ciepły oddech.

- Nie tak szybko, skarbie – głos śmierciożercy doskonale pasował do całej jego postaci. Gładki, aksamitny, jeden z tych, których można słuchać godzinami. W tamtej chwili był to jednak ostatni dźwięk, jaki pragnęłaby usłyszeć. Bynajmniej nie dlatego, że tak piękny głos, w żadnym razie, nie powinien należeć do kogoś równie okrutnego, ale dlatego, że go znała. Nie mogła się pomylić, poznałaby ten głos zawsze i wszędzie. Niegdyś kojarzył jej się z bezpieczeństwem i ciepłem, ale wtedy, kiedy tak stała, napierając plecami na ścianę, wywołał u niej jedynie przerażenie.

Mężczyzna leniwie podniósł dłoń, w której trzymał różdżkę i ściągnął maskę, ukazując bladą, przystojną twarz jej męża. Lucjusz intensywnie się jej przyglądał, nie mówiąc nic więcej. Odwzajemniła jego spojrzenie łudząc się, że jej twarz nie odzwierciedla strachu, który czuła. Nie potrafiła stwierdzić, jakie emocje nim targały. Po raz setny przeklęła w myślach fakt, że tak umiejętnie umie je ukryć.

- Zabijesz mnie? – miała nadzieję, że jej głos nie drży. Długo nie odpowiadał, na tyle długo, że zaczęła się zastanawiać, czy ją usłyszał. Wystarczyło, jednakże jedno spojrzenie na jego oblicze, aby rozwiać wszelkie wątpliwości. W szarych oczach malowała się uraza, zaciśnięte szczęki wyraźnie wskazywały, jak bardzo jest zły. Uczucia te były widoczne zaledwie przez ułamek sekundy, na tyle jednak długo, że zdążyła je dostrzec.

- Nie. Nie ma takiej potrzeby. – wypowiedział te słowa spokojnym, opanowanym głosem, dając jednak do zrozumienia, że jeżeli taka potrzeba zajdzie, nie zawaha się ani chwili. Przynajmniej w jej odczuciu. Odsunął się nieco, dając jej niewielką możliwość swobody.

- Puszczę cię, ale tylko pod jednym warunkiem. Złożysz wieczystą przysięgę, że nikomu nie zdradzisz mojej działalności – zacisnęła wargi z niechęcią. Nie mogła się zgodzić, życie z nim było ledwo znośnie już wcześniej, ale teraz, mieszkać pod jednym dachem z śmierciożercą? Nie potrafiłaby. Musi uciec. Panika rozlała się gwałtownie po jej ciele, nie zostawiając miejsca na inne myśli. Niespodziewanie, nawet dla niej samej, rzuciła w Lucjusza ogromnym wazonem, którego zresztą nigdy nie lubiła. Nie patrząc za siebie pobiegła najszybciej, jak potrafiła. Wpadła do sypialni, strącając po drodze część przedmiotów, z nadzieją, że choć trochę opóźnią goniącego ją mężczyznę. Zadyszana wbiegła do holu. Od drzwi wyjściowych dzieliły ją tylko schody. Powinna zabrać Draco. Zdawała sobie sprawę, jak mało możliwe jest to, że zdąży, ale może jednak… Ścigające ją, gniewne okrzyki Lucjusza były coraz bliżej. Nie miała wyjścia, musiała go zostawić, Lucjusz przecież nie skrzywdzi syna. Prawda? Chwila zawahania kosztowała ją dużo. Jej mąż właśnie do niej dobiegał, ale w ostatniej chwili mu umknęła. Tuż przy schodach straciła równowagę. „Mokry marmur” to była jej ostatnia myśl, zanim uderzyła głową w ostrą krawędź stopnia. 





6 komentarzy:

  1. Ah, nareszcie nowy rodział! Zachorowałam, więc siedzę w domu przy komputerze i nagle naszła mnie myśl- może napisałaś nowy rozdział. Wchodzę na bloga i jest! Musiałam odtańczyć mój taniec radości na co przyszła moja siostra i uznała mnie za skończoną wariatkę, ale cóż, trudno czego się nie robi dla uczczenia pojawienia się nowego rozdziału na Twoim blogu. Jak zawsze rozdział jest niesamowity, tylko szkoda, że tak krótki ;( Mam nadzieję, że teraz będziesz dodawać je częściej

    OdpowiedzUsuń
  2. Czekałam, czekałam i się doczekałam! Tak jak się spodziewałam, nie zawiodłaś mnie ani trochę! Rozdział fenomenalny, szkoda jednak, że taki krótki. I znowu przerwałaś w takim momencie! Jestem bardzo ciekawa gdzie znajdował się ten pokój ze wspomnieniami, w duchu żywię nadzieję, że Narcyza tam jeszcze wróci i dowie się o wiele więcej o mrocznej przeszłości. Świetnie napisana scena z Lucjuszem. Ciekawa jestem, czy on wie, o medalionie. Z niecierpliwością czekam na kolejny rozdział.
    Pozdrawiam

    http://zimne-oczy.blogspot.com/

    OdpowiedzUsuń
  3. Czytałam ten rozdział dwa razy, bo za pierwszym razem słuchałam takiej muzyki, że tylko czekałam, aż Narcyza ruch a'la Kung Fu Panda. -,- Ta... xd Ale, ale! Przeczytałam drugi raz, zmieniajac muzykę i się wczułam niesamowicie! Szczerze, to liczyłam, że Lucek będzie chciał z nią zrobić COŚ, jeżeli wiesz, co mam na myśli. ;> xd Tak wgl, to nie mogę sie doczekać po prostu kolejnego rozdziału! Skończyłaś w takim momencie, że mam ochotę cię zamordować, bo chcę wiedzieć, co dalej! ^^
    Więc, czekam na nn i zapraszam do siebie. ;***

    OdpowiedzUsuń
  4. Bardzo mi się rozdział podobał, mimo, iż był krótki miał w sobie to coś. :) To z Aleksandrem, dosłownie zaszokowałaś mnie, coraz bardziej intryguje mnie ta postać, bo widać ma w tym opowiadaniu jakieś większe znaczenie. :) Taka tajemniczość, podoba mi się. To z Lucjuszem było obłędne, ale żeby od razu wieczysta przysięga... Lucuś, własnej żonie nie ufać?! Nie ogarniam go, ale jest uroczy. Biedna Cyzia uciekała przed nim i coś takiego ją spotkało... Mam nadzieję, że Lucjusz się zajmie nią, jak należy i nic jej nie zrobi. No cóż, czekam na następny rozdział. <3
    Całuski, Cyzia. ;**

    OdpowiedzUsuń
  5. No, no warto było tu zajrzeć żeby przeczytać taki rozdział. Mimo jego aury brutalności ma w sobie coś intrygujący co naprawdę mi się podoba. Strasznie szkoda mi w nim Narcyzy. Biedna naprawdę sporo przeżyła i chyba tylko cud się stał, że wyszła z tego cało. Naprawdę mile poruszyłaś moją duszę czytelnika. Takie opowiadania są bardzo ciekawe i ekscytujące. i warto zwracać na nie uwagę. Szczególnie, że uwielbiam Malfoyów (nawet Lucjusza) chociaż to zimne dranie. Naprawdę uważam że wykonałaś dobrą robotę przy tym rozdziale. Już dawno żadne opowiadanie tak mnie nie wciągnęło!

    pozdrawiam serdecznie i życzę weny!
    [http://wybranka-losu.blogspot.com] - może Cię zainteresuje;)

    OdpowiedzUsuń
  6. Świetny rodział ! :D
    Jestem bardzo ciekawa, co będzie dalej. :)
    Życzę dużo weny, pozdrawiam. :*

    OdpowiedzUsuń