-Trzeba … jej …eliksir… -
słuchała tych zniekształconych słów już tak długo, próbując zrozumieć. Ułożyć w
zdania, znaleźć sens. Raz nawet otworzyła oczy. Tylko po to, żeby upewnić się,
że jej nie zostawili. Bała się samotności. Oni jednak, zamiast się ucieszyć,
uśmiechnąć się do niej, zaczęli mówić z przejęciem, głośno, natarczywie.
Przestraszyła się, że czymś ich rozzłościła. Nie chciała tego, nie ich złości.
Wcześniej było dobrze, kiedy po prostu leżała. Więc zamknęła oczy i więcej ich
nie otwierała. Przestali krzyczeć, a ona wciąż nasłuchiwała. Przynajmniej przez
jakiś czas.
***
- Wydaje mi się, że może pan zabrać
żonę do domu – mówił z przejęciem młody lekarz, spoglądając na wyższego od
siebie mężczyznę – Nic więcej nie możemy zrobić, a istnieje prawdopodobieństwo,
że w znajomym otoczeniu odzyska chociaż częściową pamięć.
- Tak. Dziękuję. – odpowiedział zamyślony
Lucjusz Malfoy.
Błysk w jego oczach sprawił, że
lekarzowi przeszły ciarki po plecach. Sama obecność arystokraty sprawiała, że
aż cierpł ze strachu. W każdym ruchu Malfoya dało się wyczuć ukrytą siłę i
władzę. Magomedyk nie wątpił, że okrucieństwo często mu towarzyszy. W głębi
serca współczuł jego młodej żonie i gdyby mógł nigdy nie pozwoliłby jej zabrać.
Była taka piękna i krucha, a ten człowiek mógł ją tylko zniszczć. Jednak pomimo
tych szlachetnych myśli, doskonale wiedział, że nic nie może zrobić.
***
Siedziała na miękkim łóżku w
satynowej pościeli, patrząc niewidzącym wzrokiem przed siebie. Mogłaby znaleźć
tysiące osób, które byłyby niezwykle szczęśliwe, znajdując się na jej miejscu.
Ba, byłoby to spełnienie ich najskrytszych marzeń. Jej sytuacja mogłaby
uszczęśliwić tak wiele osób, tak wiele istnień, ale nie ją. Co za ironia losu.
Od dzieciństwa żyła w przepychu i jak widać nic się pod tym względem nie miało
zmieniać. Nie chciała tego. Nie takie były jej plany na przyszłość. Chciała
czegoś, czego nigdy w życiu nie zaznała, czego nigdy nie miała zaznać. Marzyła,
że kiedyś będzie dla kogoś ważna, ona sama, nie jej status krwi, nie pieniądze.
Chociaż raz w życiu chciała być kochana. Mieć kogoś, kto nigdy nie opuści, nie
zostawi, nie zawiedzie. Nie było jej dane nawet posmakować miłości. Nawet łzy
nie miały już sił, żeby wypłynąć z jej oczu.
Przed sobą widziała zwykłą,
nieciekawą ścianę, oświetloną bladym światłem księżyca. Znienawidziła ją od
pierwszego wejrzenie. Była częścią tego domu, częścią jej więzienia. Zapragnęła
ją zniszczyć, ją i wiele innych. Aż w końcu nie pozostałoby nic prócz gruzu.
Najbardziej pragnęła jednak zniszczyć pana tego domu, jej oprawcę. W przypływie
złości zrzuciła wazon, rozgniatając ceramikę na pył. Wyobrażała sobie, że to
on, tak oto ginie, rozdeptany pod jej stopami. Wiedziała, że zaraz tu
przyjdzie, usiądzie obok, pogłaszcze po włosach, mówiąc niemające żadnego sensu
słowa, które w zamierzeniu mają ją uspokoić. Ona pozwoli mu na to wszystko, bo
zawsze pozwala, bo to codzienna rutyna, której nie można zakłócać. Nawet jeśli
jego dotyk powoduje obrzydzenie, a obecność przytłacza. Pozwoli mu. Pozwoli na
wszystko. Zawsze to robi.
On nie zrobił jednak tego, co
powinien. Z niewytłumaczalnego powodu wziął ją na ręce i wyniósł z pokoju.
‘Wszystko jest źle, nie tak’ – chciała krzyknąć, ale nie mogła znaleźć głosu. Posadził
ją na niskim stołku w nieznanym jej pomieszczeniu, żeby po chwili wylać kroplę
płynu na całkiem sporą ranę, która z jakiegoś powodu znalazła się na jej ręce.
Wszystko było tak bardzo, nie tak. Ze zdziwieniem zauważyła, że dotyka jej
twarzy. Jakby ocierał łzy, których przecież nie było. Uklęknął przed nią,
delikatnie gładząc policzek.
- Zaniosę cię teraz do twojego
pokoju, dobrze? – cichy, łagodny szept po raz pierwszy wydał jej się kojący.
Kiwnęła głową, potakując. Znów wziął ją w ramiona, a ona zamyślona, zaczęła
wsłuchiwać się równy rytm jego serca. Jego ciało przyjemnie ją ogrzewało po
pobycie w tamtym zimnym pomieszczeniu. Może jego obecność nie jest aż taka zła?
– nieproszona myśl wkradła się do jej umysłu, jednak po chwili zastanowienia
przyznała jej rację. Nie chciała zostawać sama tej nocy. Położył ją w łóżku i,
jak co dzień, złożył delikatny pocałunek na jej skroniach. Zanim zdążyła coś
powiedzieć, zgasił małą lampkę i wyszedł.
***
-Aaaaaa – przejmujący krzyk
rozdarł nocną ciszę, która panowała w pogrążonym we śnie Manor, budząc każdą
żywą istotę. Narcyza obudziła się
również, próbując zorientować się w sytuacji. Nie była pewna, co tak naprawdę
ją obudziło. Oczekiwała, że ktoś zaraz zjawi się w jej sypialni i wszystko
wyjaśni. Mijały minuty, a ona nie
usłyszała żadnych kroków, nikt nie otworzył drzwi prowadzących do jej pokoju,
nikt do niej nie przyszedł. Postanowiła wyjść i osobiście poszukać odpowiedzi.
Na końcu korytarza widać było słabe światło, więc skierowała się w jego
kierunku.
Siedział na łóżku, pochylając się nad drobną postacią, która
na nim leżała.
- … i tam był potwór, który
chciał mnie skrzywdzić – cienki, drżący głosik dochodził z łóżka. Podeszła
kilka kroków do przodu, aby dojrzeć do kogo należy. Zobaczyła małego,
jasnowłosego chłopca, którego twarzyczka była mokra od łez. Lucjusz delikatnie
go przytulił, pocieszając, dokładnie tak jak wcześniej ją. Zrobiło jej się
ciepło na sercu.
- Tato, kiedy wróci
mama? - chlipał chłopczyk.
- Niedługo, mam nadzieję. Wciąż
jest bardzo chora, Draco. Potrzebuje
czasu, aby wyzdrowieć. – na chwilę przycisnął
syna mocniej do swojej piersi – Połóż się. Obiecuję, że żadne koszmary nie będę
cię już męczyć. Dobrze, Draco?
Chłopczyk pokiwał głową i
pozwolił ukołysać się do snu. Spoglądała
na tą scenę, nie mogąc oderwać oczu. Zdziwiło ją, że Lucjusz ma syna. Zastanawiała
się, kim jest matka chłopca i gdzie się znajduje. Ona na pewno nią nie była,
pamiętałaby przecież, że ma dziecko. Więc kto? I dlaczego tamta kobieta nie
jest również żoną Malfoya? Pogrążona w myślach zadawała sobie te pytania i nie zauważyła
nawet, że jest obserwowana.
Jejciu... Dlaczego oni się kłócą, tak się nawzajem ranią, a nie mogli by po prostu zażegnać to wszystko i wyjechać gdzieś razem we dwoje? Oj tak to by było piękne, zachód słońca on i ona... Dobra rozmarzyłam się, a teraz konkretniejsze, konkrety. xD Cudnie to opisane i długość rozdziału taka jaką lubię. Haah Cyzia i Ognista połączenie wręcz idealne. No ale żeby wszystko wypić i się nie podzielić? Będę musiała strzelić poważnego focha. Lecę dalej... No podobno jak człowiek wypije to ma mętlik w głowie i nie orientuje się za bardzo co się z nim dzieje, albo gdzie się znajduję, ale nasza Cyźka przeszła samą siebie. Na początku wydawało jej się, że przy niej stoi Bella, a potem Aleksander. To było epickie po prostu. A gdy w następnym akapicie przeczytałam i upewniłam się, że to Lucjusz ją niesie, wybuchłam niepohamowanym, gromkim śmiechem. Agrwh... było tak pięknie, by mogło być prawdziwie. Leżeli razem, wtuleni w siebie zapowiadało się bardzo uczuciowo i romantycznie, a tu nagle BACH! Wszystko prysnęło niczym bańka mydlana. Ich rozmowa była taka urocza mimo, iż na Narcyza cały czas warczała na Lucjana, a on bardziej wzniecał w niej złość swoim słodkim, a zarazem ironicznym uśmieszkiem. Opisane było tak realistycznie, że po prostu czułam jakbym siedziała tam na łóżku i oglądała to z zaciekawieniem i brechtała się ze śmiechu, patrząc na nich. Po prostu CUDNE!! Moje słowa nigdy nie wyrażą tego co czuję w środku. To po prostu nie do opisania, Twój geniusz *czapki z głów*. Przyjęcie, jak ja kocham przyjęcia, szczególnie kocham jak je ktoś opisuje. Ty wywiązałaś się z tego wspaniale. Opisałaś to naprawdę lekko i sprawnie co nie jest proste. Ja na przykład czasami głowię się kilka minut zanim napiszę jedno zdanie. Ten cały Aaron jest najwyraźniej Cyzią zafascynowany... Ja bym go wykorzystała na jej miejscu, by wzbudzić zazdrość w Lucjuszu. W zasadzie to by było ciekawe. ^^ Nie no koniec... Ten koniec... Merlinie proszę oby nie było to co myślę. Oby Lucjan nie umawiał się z jakąś kobietą, oby nie była to jego kochanka, oby nie zdradzał Cyżki, bo mu normalnie podkradnę wszystkie odżywki i szampony oraz jego laskę. Wezmę nożyczki i utnę mu włosy kiedy będzie spał!! No po prostu nwm co mu zrobię. Żal mi się na sekundę Narcyzi zrobiło... :c Czy oni kiedykolwiek dojdą do porozumienia?! Ciekawe kto za nią stał... Może to znowu Aaron, albo Lucjan, ale on to raczej mało prawdopodobne... Jestem ciekawa i jeśli dodasz NN to napisz to w Spamie jedynie w ten sposób dotrę do tego cudaśnego bloga. :3
OdpowiedzUsuńSię trochę rozpisałam, mam nadzieję, że nie zabijesz, ale mam jazdę na punkcie tego rozdziału. Kończę Buziaczki przesyłam i lecę czytać drugi raz. :3
Pozdrawiam Cyzia. :** <3
Na samym początku powiem, że już nie lubię tego Aarona. Czuję do niego nienawiść i odrazę, jak nasza szanowana Narcyza. Cieszy mnie fakt, że jego zaloty do niej są nieskuteczne i mam nadzieję, że tak zostanie! :D
OdpowiedzUsuńJeju, jeju... czemu oni się kłócą? A dokładnie, dlaczego Cyzia musi się denerwować o to, że ją mąż przytulił! Ja, jakby mnie taki Lucek tulił, to... och, ach... aż mi słabo z podniecenia! Hi hi. ;p
Mały Dracuś. <3 Jak ja kocham Draco, no bo on jest taki mały, słodki, bezbronny, prawda? Trzyletni Dracuś - to musi być niesamowicie słodki widok!
Nie ma to jak poranny kac, no ale trzeba było nie pić. Ale kto by się oparł mocy ognistej whisky! xd
Więc, więc... czekam na nn i zapraszam do siebie. Będę na bieżąco z twoim blogiem, bo już się w nim zakochałam. <3 Jak to niesamowicie czytać o kimś takim, jak Lucjusz i Narcyza. Ubóstwiam ich, kocham ich. <3 Ha ha, dziś mi trochę odbija, ale wybacz. Więc czekam na kolejny rozdział z niecierpliwością, zapraszam do siebie i pozdrawiam. ;**
Jesteś genialna! Narcyza i Lucjusz są moimi ulubionymi postaciami z"Harrego Pottera" i długo szukałam dobrego bloga o nich, aż tu nagle bum! znalazłam Twój. Muszę powiedzieć, że już od samego początku mi się tu podoba. Bardzo podoba mi się Twój styl pisania, a jeszcze bardziej to, że wypowiedzi Twoich bohaterów są adekwatne do ich wieku, pochodzenia, charakteru. Bo czasami na jakimś blogu trafię na Cyzię, która ma 40 lat, a wypowiada się na jakieś 14. I jak widzę coś takiego to aż mnie skręca w środku. Twój język jest bardzo poprawny (ach, moja polonistka by się ucieszyła) i właściwie nie mam nic do zarzucenia poza kilkoma drobnymi literówkami. Ogólnie bardzo mi się podoba, na pewno będę subskrybować. I dodam się do obserwatorów, jeśli tylko będzie taka możliwość ;)
OdpowiedzUsuńPięknie piszesz. Podoba mi się to, w jaki sposób wszystko opisujesz. Tak dokładnie, mam wrażenie, że sama to widzę. :D
OdpowiedzUsuńZ Harry'ego Potter'a najbardziej polubiłam Narcyzę i Lucjusza i od dawna szukałam jakiś fajnych blogów o nich, ale miałam co do tego pecha, dlatego bardzo się cieszę, że natknęłam się na Twojego. Oczywiście, będę wypatrywała następnych notek. ;)
Życzę dużo weny. :*